dziadyga się przemogła, czyli nieco nieudany wstęp

2011-06-16 19:45:04

otóż...
namawiają mnie usilnie, żebym w końcu coś tu zaczął pisać. rzeczywiście, po trzech kwartałach od założenia tutaj konta - czas już chyba najwyższy. już na początku macie więc pewien przyczynek do wiedzy o mnie. w działaniu nie jestem zbyt konsekwentny.
nieco więcej o mnie. jak napisałem gdzie indziej, parafrazując słowa pewnej piosenki, napisanej przez innego dziadygę a śpiewanej przez jeszcze innego - jestem niczyim dziennikarzem. poza tym jestem zatwardziały. zatwardziałość objawia się w konserwatyzmie, konsekwencji w byciu singlem i refleksyjnej obserwacji zjawisk dziejących się w otaczającym świecie, śmigających obok mnie - refleksyjnego i zatwardziałego - niczym żółwie z pewnego dowcipu i z pewnego stłuczonego terrarium.
tytułem tego wstępu wymienię kilka tych odrzutowych żółwi: rewolucja informatyczno-telekomunikacyjno-technologiczna, polska-ci-nasza rewolucja społeczno-polityczna, no i jeszcze parę innych rewolucji, które, jak wspomniałem wcześniej, zapierdalają, nic sobie nie robiąc z obserwujących je zgryźliwie i wstydliwie jednak podziwiających zatwardzialców.
tytułem technikaliów - w czasach, gdy standardy zapisu polskich znaków w maszynach obliczeniowo-komunikacyjnych krystalizowały się jeszcze - pisałem bez polskich diakrytyków. późniejsze wynalazki w gatunku czata, czy komunikatora, oduczyły mnie różnicowania liter na wielkie i niewielkie. co ciekawe - nie miałem problemu z przełączaniem się między zdegenerowanymi ciągami alfanumerycznymi a pismem kwiecistym na papierze pachnącym... czynię w tym blogu z rozmysłem już pewien kompromis - literom wielkim mówię nie, ogonkom - i owszem. no ale ponieważ jestem niekonsekwentny...

Tagi: wstęp, dziad, dziadzia, dziadyga

skomentuj (0)


Strona główna